czwartek, 26 lipca 2012

Rozdział drugi.



~ Deliliah
Gdy obudziłam się rano bladym świtem, Zayna już nie było przy mnie. Zerknęłam na łóżko stojące nieopodal mojego. Kayli wciąż nie było. Nie wiem co ona sobie wyobraża. Ja odchodzę od zmysłów, a ona pewnie gdzieś zabawia się w najlepsze. Podniosłam się żwawo wypijając przy tym pół butelki wody, na którą nigdy nie brakowało miejsca gdzieś na podłodze, tak aby łatwo mi było po nią sięgnąć. Rano zawsze mnie suszyło. Następnie udałam się pod prysznic, gdzie intensywnie myślałam nad wieloma sprawami. Jedna z nich jest niezmiernie wyjątkowa. Jest tak kusząca i zjawiskowa, że na samą myśl mam ciarki na całym ciele, serce wali jak oszalałe, a policzki się czerwienią. Sprawa ta nazywa się ,,Zayn”. Nie mogę się pozbierać z tym jak ten chłopak na mnie działa. Jest w nim coś tajemniczego, niebezpiecznego, a zarazem coś nie z tej ziemi, coś niepowtarzalnego dzięki czemu wariuję. Nieraz już szalałam na czyimś punkcie, ale nigdy tak tego nie odczuwałam, co więcej, nigdy nie zdarzyło mi się to od tak po prostu z dnia na dzień. Pomyśleć, że musiałam poznać go akurat tej felernej nocy, kiedy to on wziął mnie za wariatkę i niezrównoważoną psychicznie dziewczynę. W sumie sama bym się za taką wzięła. Mogłam wywnioskować to co sobie myślał po jego zniechęconej do mnie postawie. Odzywki sugerujące to, że jestem dziwną idiotką. Może i ma racje. Ja tak o nim rozmyślam a on już zapewne dawno zapomniał jak mam na imię. Jest sławny, więc co ja go mogę obchodzić?


{Dużo o tym myślałam
I zas­ta­nawiałam się
A te­raz wiem 
Że kochałam Cię
Cho­ciaż trochę inaczej niż wczoraj
Wiem że jut­ro będziesz na­dal ważny
Ale Ty mnie za­pom­nisz, a ja nie}


        Druga sprawa, nad którą rozmyślałam to ta z udziałem byłego chłopaka mojej przyjaciółki. Nie wiem dlaczego on ciągle próbuje nawiązać z nami kontakt i do czego potrzebne mu jesteśmy my. Czyżby znowu chciał nas w coś wrobić? Już dość namieszał w naszym życiu, co gorsza, również między rodzicami. To przez niego stracili do mnie zaufanie. Po tym już całkowicie nasze stosunki uległy zmianie, między innymi dlatego wyprowadziłam się z domu. Powiem szczerze, że mi ich brakuje. Tęsknię nawet za ich upomnieniami, jak również za zakazami i nakazami.
Po wyjściu spod prysznica wysuszyłam włosy i spięłam je w niedbały koczek. Oczy przeciągnęłam wzdłuż eyelinerem oraz zatuszowałam rzęsy. Myślę, że jest on bardzo skromny i nieprzesadzony. Na co dzień uwielbiałam takie makijaże. Na ogół nigdy za specjalnie nie używałam fluidu czy pudru, chodź czasem zdarzy się korektor w razie, gdy zaskoczy mnie pryszcz. Lubię być naturalna. Co innego jeśli chodzi o scenę. Tam nie mogę się świecić. Niestety światła reflektorów wymuszają na mnie użycie tych produktów. 
Ubrałam krótkie jeansowe spodenki oraz białą koszulową bluzkę i poszłam na policję, gdzie miałam się stawić, by złożyć te cholerne zeznania.

~ Zayn
Wróciłem do domu o jakiejś siódmej rano. Spieszyłem się, ponieważ o dziewiątej mięliśmy mieć próbę przed koncertem. Wchodząc do domu widziałem, że chłopacy jedli śniadanie. Uwielbiam widzieć radosnego Nialla, kiedy to zajada się w najlepsze. Oczywiście nie obyło się bez dogryzań Harolda:
Oooo, Zayn znowu gdzieś nieźle zabawił! - wykrzyknął.
On zawsze był zazdrosny o wszystkie moje dziewczyny, chodź sam nie może się od nich opędzić. Ciągle mu mało. Tak już jest, jeśli masz czegoś dostatek, to chcesz mieć jeszcze więcej. Nie bez powodu nazywają go ,,ten od flirtu”. To akurat mogę potwierdzić w każdym stopniu.
Dobrze ci było? U której z nich dziś spałeś? - kontynuował z tą swoją cwaniacką miną.
Zignorowałem to, bo nie chcę sprawiać mu satysfakcji. Nie miałem też czasu ani ochoty na jakiekolwiek kłótnie wyssane z palca. Zgodzę się, nieraz było tak jak mówi. Było nie znaczy, że jest. Zmieniłem się. Teraz zmądrzałem. Nie wykorzystuję już dziewczyn specjalnie do celów seksualnych, szczególnie, że mam swoją, w dodatku ogromnie mi na niej zależy. Czego nie mogę powiedzieć o moim prowokatorze. Potrafi wytykać komuś błędy, w ogóle nie zauważając swoich. Jak powszechnie bywa, każdy ma jakieś wady, tak samo jak i zalety. 
W zaistniałej sytuacji nie chciałem siedzieć z nim przy jednym stole. Poszedłem, więc do siebie. Zacząłem się zastanawiać co robi Lila. Gdybym się nie spieszył, z pewnością zostałbym u niej dłużej, chyba, że nie życzyłaby sobie tego. Czuję, że jeszcze się spotkamy. Ona będzie idealną odskocznią od rzeczywistości. Jestem ciekawy jej głosu. Może kiedyś będę miał okazję ją usłyszeć. Myślę, że możemy być dobrymi przyjaciółmi. Tak dobrze mi się z nią rozmawiało. Co najważniejsze, uwielbiam, gdy ktoś traktuje mnie tak, jakbym nie był sławny. Ja czuję się zwyczajnym i przeciętnym człowiekiem. Na początku wziąłem ją za wariatkę. Potem wyobraziłem sobie co czuła. Bez wątpienia się bała. Była wystraszona, że ten typ może coś jej zrobić. Nigdy nie wiadomo czego można spodziewać się po włamywaczu. To niebezpieczni ludzie. 
Na próbie atmosfera nieco się rozluźniła. Przed managerem często ukrywamy nasze konflikty, czy drobne starcia, tak jak w tym przypadku. Nie chcemy robić problemów, bo kto wie co mogłoby się stać. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez chłopaków, niezależnie jacy są. Na szczęście takie sytuacje zdarzają się sporadycznie. Zaraz po próbie pobiegłem na spotkanie z moją ukochaną Perrie.

~ Deliliah 
Strasznie się denerwowałam, bo nie wiedziałam czego mam się na tej komendzie spodziewać. Nie była to moja wina, mimo to nie mogłam odpędzić od siebie złych myśli. Przed wejściem tam cała się trzęsłam, ale w końcu otworzyłam drzwi. Mam tylko nadzieję, że policja chce mi pomóc, nie inaczej. Chodź czasem może być odwrotnie. Mogą chcieć mnie w coś wrobić, kto wie. Wzięłam głęboki oddech i przedstawiłam odpowiednim osobom to, w jakiej sprawie przyszłam. 
Aha, pani Robinson? Pójdzie pani tędy, na prawo. Tam czeka na panią komisarz Dawson. Złoży mu pani zeznania. - policjantka mówiła bardzo stanowczym głosem, co wcale mi nie pomogło w opanowaniu zdenerwowania.
Bez słowa odwróciłam się na pięcie i udałam do wskazanego pomieszczenia.
Dzień dobry – powiedziałam wchodząc do środka, jednocześnie lekko pukając.
Witam pani Robinson. - ten policjant przywitał mnie nieco łagodniej niż jego koleżanka. Po jego słowach już trochę puściły mi nerwy. - Proszę usiąść – wskazał ręką krzesło przy jego biurku. - Zacznijmy, więc od początku. Pouczam panią o obowiązku mówienia prawdy. Za składanie fałszywych zeznań grozi odpowiedzialność karna, zrozumiała pani? – dodał.
Tak, oczywiście, rozumiem. Nie mam nic do ukrycia. - nie wiem dlaczego miałabym kłamać. Zależało mi na tym, by wszystko powiedzieć.
Niech pani opowiada wszystko co stało się dzisiejszej nocy.
Czekałam na przyjaciółkę, bo nie wróciła na noc z imprezy. Jak co wieczór czytałam książkę dla zabicia czasu. Nagle zaczęło robić się groźnie. Usłyszałam szelesty i kroki na dole. Ktoś potem przyszedł na górę i wyrwał mi telefon, kiedy próbowałam do was zadzwonić. Groził mi, chciał wiedzieć gdzie jest Kayla, moja przyjaciółka. Ten człowiek już nieraz nas nachodził. Ma nawet zarządzony zakaz zbliżania się do nas.
To akurat wiem, przejrzałem akta z poprzednich rozpraw dotyczących pani oraz pani Kayli. Proszę mówić dalej.
Za oknem chwilę później zobaczyłam chłopaka. Pomyślałam, że może być jedynym ratunkiem dla mnie. Obezwładniłam szybko tego bandytę. Otworzyłam okno, zaczęłam wołać pomoc.
Mam rozumieć, że wcześniej nie znała pani owego młodzieńca? - zapytał.
Nie. Nigdy wcześniej go nie widziałam. - zapewniłam.
Czyli jest on jedynym świadkiem w sprawie? - dopytywał się.
Tak proszę pana. Nikogo więcej tam nie było. - starałam się odpowiadać grzecznie i tak, aby wszystko było jasne.
Czy może mi pani powiedzieć coś więcej o tym chłopaku? Potrzebujemy jego zeznań jako świadka.
Mogę powiedzieć jedynie, że nazywa się Zayn i jest z jakiegoś zespołu. Jest sławny. Właściwie tylko tyle powiedział mi o sobie. 
Nie zostawił żadnych namiarów? Nie mówił gdzie mieszka? Czy może numeru telefonu?
Niestety nie. W tej sprawie nie mogę pomóc.
Dobrze w takim razie wystarczy nam informacja o tym, że jest Zaynem z jakiegoś zespołu. Dalej jakoś sobie poradzimy. - mruczał coś pod nosem i notował coś na kartce. - Pani Robinson, to byłoby na tyle. Skontaktujemy się z panią w dalszym śledztwie, gdy już będziemy mięli więcej dowodów w sprawie. Oczywiście będzie pani na bieżąco informowana o przebiegu śledztwa.
Dziękuję panu za wszystko. Do widzenia – wstałam i wyszłam z pomieszczenia.
Szłam wolno korytarzem zastanawiając się co dalej robić. Wykonałam telefon do przyjaciółki. Odebrała. 
Jesteś już w domu? - od razu zapytałam.
Jestem, a ty gdzie?
Zaraz będę w domu to wszystko ci opowiem. - rozłączyłam się, bo zauważyłam, że autobus właśnie podjechał.

~ Zayn
Park w samo południe wyglądał uroczo. Blask słońca przeszywał rozgałęzienia drzew. Mamy wyjątkowo piękne lato. Szliśmy z Perrie wzdłuż ścieżki i trzymaliśmy się za ręce. Pozmawialiśmy na przeróżne tematy. Nigdy ich nam nie brakowało. W końcu, między innymi o to chodzi w związku. Uwielbiam się jej przyglądać, gdy coś opowiada. Ten jej promienny uśmiech rozświetla mnie wewnętrznie i sprawia, że czuję się szczęśliwy. Ona jest taka cudowna, więc nie rozumiem dlaczego chłopacy nalegają bym z nią zerwał. Powtarzają mi nieustannie, że to nie jest dziewczyna dla mnie oraz, że jeszcze kiedyś zrozumiem ich słowa. Nie wiem jak można jej nie lubić. Ja ją kocham i bardzo chcę z nią być. Znamy się dość długo, dlatego już wiem, że byłbym w stanie zrobić dla niej wiele. Nie widzę, żeby próbowała w czymkolwiek mnie ograniczać, czy też w najgorszym wypadku skłócić mnie z chłopakami. Jest idealna w każdym calu, chodź może czasem przegina z makijażem. 


{Miłość jest jak nar­ko­tyk. Na początku od­czu­wasz eufo­rię, pod­da­jesz się całko­wicie no­wemu uczu­ciu. A następne­go dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jed­nak poczułeś już jej smak i wie­rzysz, że będziesz mógł nad nią pa­nować. Myślisz o ukocha­nej oso­bie przez dwie mi­nuty, a za­pomi­nasz o niej na trzy godzi­ny. Ale z wol­na przyz­wycza­jasz się do niej i sta­jesz się całko­wicie za­leżny. Wte­dy myślisz o niej trzy godzi­ny, a za­pomi­nasz na dwie mi­nuty. Gdy nie ma jej w pob­liżu - czu­jesz to sa­mo co nar­ko­mani, kiedy nie mogą zdo­być nar­ko­tyku. Oni kradną i po­niżają się, by za wszelką cenę dos­tać to, cze­go tak bar­dzo im brak. A Ty jes­teś gotów na wszys­tko, by zdo­być miłość.} ~ Paulo Coelho


Nad czym tak dumasz? - zapytała z tym swoim pięknym uśmiechem.
Myślę o tobie skarbie. - odwzajemniłem uśmiech i pocałowałem ją w czoło. - Myślę, że ty to najlepsze co mnie w życiu spotkało. Nawet nie wiesz jak cię kocham i jak mi na tobie zależy. Kocham w tobie wszystko od stóp do głów. - dodałem, po czym mocno ją przytuliłem.
Zaczęliśmy się całować na środku drogi. Po chwili Perrie przerwała pocałunek i chciała również mi coś powiedzieć, ale zadzwonił telefon, który zawsze dzwonił w nieodpowiedniej chwili. Starałem się je zawsze odbierać, ponieważ może to być coś naprawdę ważnego. Odebrałem. Po drugiej stronie odezwał się policjant.
Witam, tu Stołeczna policja w Londynie. Mówi komisarz Mark Dawson. Czy rozmawiam z panem Zaynem Malikiem? - powiedział na jednym tchu.
Tak, to ja. Również witam. - dodałem zdezorientowany, kątem oka spoglądając na moją dziewczynę. Trochę jej się nie spodobało to, że nam przerwano... właściwie to jej. Odszedłem dalej, aby nie słyszała jednak o czym rozmawiamy. Wolałem nie robić sobie kłopotów. Perrie nic nie wie o dzisiejszej nocy, a mi zależy na tym, by jej nie stracić.
Dzwonię w sprawie zdarzeń z nocy. Czy to prawda, że to pan był świadkiem?
Tak, prawda. 
Czy chce pan zeznawać w tej sprawie? Pańskie zeznania mogą pomóc pani Robinson. Był pan jedynym światkiem.
A więc tak miała na nazwisko – pomyślałem.
Ale... - zacząłem mówić drapiąc się po głowie.
Oczywiście gwarantuję kompletną dyskrecję. Dołożę wszelkich starań, by osoby drugie o niczym się nie dowiedziały. - zapewnił mnie.
W takim razie zgoda. Kiedy ma się to odbyć?
Najlepiej gdyby już zaraz pan udał się do mnie na komendę. Będę mógł spisać zeznania w protokole.
Dobrze, to ja zaraz będę. 
Mam nadzieję, że nie robię kłopotu? - zapytał.
Nie. Nie ma problemu. - odpowiedziałem.
W takim razie czekam. Do zobaczenia.
Do zobaczenia – zakończyłem rozmowę.
Następnie zwróciłem się do Perrie.
Przepraszam kochanie, ale muszę już iść. - zrobiłem smutną minę.
No jasne, jak zawsze. 
Co ty tam pod nosem burczysz? - 
Nic... Jak musisz to idź. - uśmiechnęła się jakby z przymusu.
Nie denerwuj się Perrie. To nie jest moja wina, że praca wzywa. Też nie jestem z tego powodu pocieszony. - złapałem ją za policzek.
Nie ma sprawy. To i tak dobrze, że wśród tylu spraw znajdujesz chwilę dla mnie.
Nie miałem już ochoty kontynuować tej rozmowy. Jeszcze brakowałoby tego, bym pokłócił się z jedną z najważniejszych dla mnie osób. Pożegnałem się i odszedłem. Kawałek dalej ujrzałem w krzakach ukrywających się paparazzich. No pięknie, nasze zdjęcia ukażą się w internecie, a fani znowu będą mięli do nas pretensje, że jesteśmy razem.
 ______________________________________________________________

To mamy drugi rozdział. Wiem, bardzo monotonny i nudny, ale musiałam jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Mogę powiedzieć tylko tyle, że trzeci zapowiada się o wiele ciekawiej. Wreszcie zacznie się dziać coś konkretnego. Ogólnie to drugi odnośnik '~Zayn' miał się znajdować w kolejnym rozdziale, ale stwierdziłam, że nie będę tych nudów przekładać do następnego rozdziału. Niech ten pozostanie rozdziałem nudów i tak zwanego pitu pitu, kolejnych takich nie potrzeba. Żeby było jasne, rozdziały na tym blogu będą dodawane co tydzień, chyba, że mi coś wypadnie.
Chciałabym bardzo podziękować za tak dużą liczbę czytelników w tak krótkim upływie czasu. DZIĘKUJĘ : ) Bardzo się cieszę, że zostawiacie wiele komentarzy i chcecie być informowani o kolejnych rozdziałach. Jeżeli dostrzegacie jakiekolwiek błędy.. literówki czy coś za dużo razy się powtarza to informujcie mnie

czwartek, 19 lipca 2012

Rozdział pierwszy.


Zobaczyłam, że chłopak wszedł do mojego domu, w tym czasie sprawdziłam jak się ma moja ofiara. Przestraszyłam się, że mogłam zrobić mu coś na prawdę poważnego. Wiem, że nie powinnam się tak czuć, bo to drań i skończony idiota, ale jednak. Bałam się chyba odpowiedzialności karnej, a przecież nie miałam czego, bo w końcu działałam w obronie własnej. Leżał on nieruchomo na łóżku. Sprawdziłam więc puls, był na szczęście wyczuwalny.
            Natomiast chłopak wbiegł do pokoju przerażony, a ja rzuciłam mu się na szyję. Był to odruch całkowicie bezwarunkowy. Całkiem niezależny ode mnie.
- Dziewczyno o co ci chodzi? Jesteś jakaś psychiczna. Najpierw się drzesz, żeby ci pomóc, a teraz na szyję mi się rzucasz. Jakaś napalona jesteś czy coś? Po co ja tu w ogóle przyszedłem - mój sen się urwał.
- Nie, nie, to nie jest tak jak myślisz - zaśmiałam się i przestałam go tulić. - Posłuchaj, po prostu ten gość mnie napadł, z resztą już nie pierwszy raz i przystawił mi nóż do gardła, dlatego tak strasznie się przestraszyłam. Zobaczyłam jak idziesz drogą, więc szybko zadałam mu nieźle silny cios w głowę i krzyknęłam pomocy. Nie wiedziałam tylko, że mam w sobie aż tyle siły, że straci przytomność. Oto cała historia.
- To w takim razie przepraszam. Zróbmy z nim coś - zaproponował.
- Przestań, na twoim miejscu też czułabym się dziwnie. Tak, myślę, że powinniśmy zadzwonić na policję....
- No i po karetkę - dokończył i wyjął telefon.
           Wyrwałam mu go i wykręciłam numer. Kolejny raz opowiedziałam o tym co się stało. Po paru minutach obie służby przyjechały na miejsce.
- Niech się pani wstawi jutro po południu na komisariacie. Musi pani złożyć zeznania - oznajmił policjant, po czym dodał - Właściwie to dzisiaj.
- Dobrze wstawię się, dziękuję bardzo za to, że mogę zrobić to jutro (dzisiaj), bo teraz nie dałabym rady.
- Nic tu po nas. Karetka zabrała chłopaka, więc my wychodzimy. Proszę wypocząć. Miłej reszty nocy - powiedział na odchodne.
- Po mnie też tu już nic. Żegnaj tajemnicza dziewczyno - powiedział chłopak.
- Nie, nie idź jeszcze, błagam, zostań ze mną. Teraz to ja się boję być tu sama. Zostań chociaż do momentu, kiedy wróci moja przyjaciółka.
- Oj w co ja się pakuję, w sumie to mam jeszcze plany, ale dobrze, zostanę - uśmiechnął się. Odczułam jakby bardzo nie chciał tu zostać, a z drugiej strony coś nie dawało mu mnie zostawić.
Był przy mnie cały czas, a ja siedziałam na łóżku próbując zasnąć. Potworne zmęczenie ogarnęło mnie po tym wszystkim, jednocześnie miałam głowę pełną wrażeń i niekoniecznie pozytywnych myśli. To było takie jedno wielkie wrażenie, które zapamiętam do końca życia. Przeżyłam już wiele złych chwil, ale nigdy aż takiej, wow. Sama nie wierzę w to co się wydarzyło. To wszystko działo się tak szybko, że nie wiedziałam nawet co robię. Wyobrażam sobie co musiał czuć ten chłopak, który był moim wybawcą. ,,Jakaś nienormalna laska wydziera się w niebo głosy, a ja nie wiem nawet, dlaczego jej pomagam. W dodatku prosi mnie bym został u niej na noc, a jej nie znam" - O tak, zapewne myślał coś w tym stylu. W sumie to mu się nie dziwię. Sama bym pewnie nie postąpiła tak jak on na jego miejscu i za to jestem mu ogromnie wdzięczna. Podczas, gdy karetka i policja śpieszyli nam na pomoc zdążyliśmy już zamienić parę słów. Starał się mnie uspokoić. Z niego biło takie ciepło. Chyba coś między nami zaiskrzyło.. tak od pierwszego wejrzenia, bynajmniej z mojej strony. Jednego jestem pewna. Ten osobnik może być ciekawym etapem mojego zwariowanego i pełnego nieoczekiwanych zwrotów akcji życia.


{ Zacza­rowa­na mu­zyka wygładza czoło,
a zaurocze­nie prasuje
pos­tawę człowieka, aby żył nie na
modłę swoją... }


- To może się poznamy - przerwał milczenie. - Jestem Zayn.
- Miło mi cię poznać Zayn - uśmiechnęłam się. - Jestem Delijah. Wiem mam dość dziwne imię.
- Nie prawda masz na prawdę piękne imię i nie, że tylko tak mówię. Mówię szczera prawdę.
- Takie przedpotopowe. Odziedziczyłam je po babci. Była cudowną kobietą i bardzo często żałuję, że zmarła kiedy miałam zaledwie trzy lata. Oczywiście nie pamiętam jej. Trudno by było, żebym pamiętała mając tak mało lat. Tak bardzo chciałabym ją mieć przy sobie. - rozmarzyłam się. - A tak na marginesie, to możesz mówić do mnie Lil. - dodałam.
- Wspaniale cię rozumiem Lil. Mam podobnie. - miałam wrażenie, że chłopak nie chciał mówić nic więcej. Zmienił po prostu temat.
- A więc... co robisz w życiu? - zapytał.
- Nic takiego, tylko biję się z takimi mięśniakami. Za zwyczaj ich pokonuję, tak, jak miałeś to okazję zobaczyć dziś. - śmiałam się. - A tak poważnie to uczę się, dość intensywnie na ostatnim roku w liceum... a  poza tym to trochę śpiewam, a ty?
- Śpiewasz mówisz, co śpiewasz?
- Rocka... przeważnie, odpowiedziałam.
- Ja też śpiewam, mam nawet zespół. - zaimponował mi.
- Naprawdę? Ja szukam ludzi, którzy zdecydowaliby się ze mną pracować. Ja mogę robić jedynie za wokal i gitarę, ale to nie wystarczy. Jak udało ci się zorganizować swój zespół?
- To właściwie nie jest mój zespół. Występujemy w pięciu i nie ma u nas lidera. Jest bardzo fajnie, jeździmy po świecie. Ostatnio dawaliśmy koncert w tym mieście, ale nie tylko dlatego tu jestem, mieszkam tu.
- Dużo ludzi przychodzi na koncerty?
- O tak, jakieś kilkaset... tysięcy.
- To ogromnie dużo jak na amatorska kapelę. Wow, szacun.
- A kto powiedział, że jesteśmy amatorami? Jesteśmy powszechnie, bardzo znanym zespołem. Ostatnio niesamowicie modnym. Mamy niewyobrażalne grono fanek. To jakby nasza kochana rodzina. Istniejemy dzięki nim. Wiele im zawdzięczamy.
- Mój Boże, ty, ty jesteś sławny? - odebrało mi mowę. - W ogóle wy... A ja, robię z siebie idiotkę tym, że was nie znam. Matko, przepraszam. Ja, ja kompletnie nie interesuję się nowinkami ani nic takiego. Ostatnio strasznie rzadko korzystam z komputera i nawet gazet nie czytam. Wow, nie wiem co powiedzieć, przepraszam. Zrobiłam tylko z siebie idiotkę. - zbladłam na twarzy.
- Nie prawda. Nie przejmuj się tym. Pierwszy raz poczułem się jak normalny chłopak. Potrzebowałem tego. Nie chcę by wszyscy jakoś specjalnie mnie traktowali, a ciągle to robią. To zaczyna być wkurzające...
- Opowiedz mi o was coś więcej.  - uświadomiłam sobie, że muszę koniecznie przysiąść do komputera i wszystkiego się o nich dowiedzieć, bo nie ładnie tak nic nie wiedzieć. O, taak, muszę koniecznie niedługo się za to zabrać.
- To tak... Nazywamy się One Direction. Jak już mówiłem jest nas pięciu: Ja - Zayn, Niall, Harry, Louis i Liam. Ogólnie wzięliśmy się z ,,X factor". Każdy z nas osobno przyszedł na casting. Jurorzy postanowili stworzyć z nas zespół no i tak wyszło. Zostaliśmy w takiej kompozycji. Od razu się polubiliśmy.
- A no tak.. Coś obiło mi się o uszy o One Direction, ale nigdy się w to nie zagłębiałam.
- A wiesz, na castingu Louis śpiewał piosenkę ,,Hey, there Deliliah".... Twoje imię. - uśmiechnął się.
- No co ty nie powiesz? Fajny zbieg okoliczności. - odwzajemniłam uśmiech.
             Opowiadał coś dalej, lecz ja już niewiele słyszałam i mało co kontaktowałam szczerze mówiąc. Byłam dosłownie p a d n i ę t a. Zamknęłam oczy. Chwilę później poczułam tylko jeszcze, że Zayn czymś mnie przykrył. Zasnęłam....

poniedziałek, 9 lipca 2012

Prolog.


Obudziłam się w środku nocy. Dokuczały mi dźwięki grzmotów dochodzących zza okna. Próbowałam usnąć lecz w ogóle mi to nie wychodziło. Burza nie mijała, a wręcz przeciwnie, nasilała się z coraz to bardziej gwałtownymi skutkami. Minęło jakieś pół godziny jak usłyszałam pukanie do drzwi. Wiedziałam, że to Gemma... napewno znów zapomniała wziąć ze sobą kluczy, ale czy nie pomyślała o tym, że JA mogłam spać? Na jej szczęście nie spałam. Podniosłam się z wygodnego łóżka, by otworzyć dzwi. Ku mojemu zdziwieniu nie zastałam tam przyjacółki, a dokładniej nikogo tam sie zastałam.
- Hmm, dziwne - pomyślałam - Czyżby mi się przesłyszało? - zapytałam sama siebie wygladając z domu. - A może to było tylko bardzo mocne stukanie deszczu? - zadałam kolejne retoryczne pytanie.
Zamknęłam w końcu dzwi, po czym dość żwawym krokiem wróciłam pod cieplutką kołdrę. Cóż się dziwić, nieco zmarzłam. Znudzona bezsennością, zapaliłam lampke nocną i sięgnęłam po kolejną cześć książki, którą ostatnimi czasy czytałam. Po paru minutach zerknęłam na okno, by zobaczyć czy nadstał deszcz. Zobaczyłam jakąś postać, mignęła mi przed oczami. Zaczęłam się bać. To już nie były żarty, zwidy ani żadne przesłyszenia. Nie widziałam co robić, pierwszy raz znajdowałam się w takiej sytuacji. Nie wiedziałam czy mam to sprawdzić, czy może dalej leżeć nieruchomo i zgasić światło. Przypomniałam sobie o telefonie. Trzymałam go pod poduszką, tak na wszelki wypadek. Cichutko po niego sięgnęłam. Wykręciłam numer do przyjaciółki lecz nie odbierała.
- Co ona sobie, do cholery myśli?... już pół nocy nie wraca, zostawiła mnie tu samą, no i jeszcze w dodadku pod domem kręci mi się jakiś typ. Boję się, naprawde się boję - trajkotałam zdenerwowana.
Znowu do moich uszu dobiegł niepokojący dzwięk, tym razem były to kroki. Co gorsza kroki w domu. Ktoś krzątał się na dole.
- Gemma czy to ty?! - głośno zapytałam nie otrzymując jednak odpowiedzi.
Zaczyna się robić niebezpiecznie. Mój oddech przyśpieszył. Rozdygotana wykręciłam kolejny numer, tym razem na policję, ale jeszcze zanim zdazyłam nacisnąć zieloną słuchawkę poczułam na plecach czyjeś ciepło.
- Mam cię! - mruknął męski głos wyrywając mi telefon z ręki - Haha, na policję się zachciało panience dzwonić?.. niedoczekanie - dodał.
- Co jest grane? Kim jesteś? Jak dostałeś się do MOJEGO domu?! Koniec tej zabawy w kotka i myszkę, zaczynam się bać! - wykrzyknęłam nieodwracając się jeszcze.
To pewnie ten psychol, były chłopak Gem, który z resztą już nieraz nas nachodził, ale dlaczego czepia się mnie? Ja nic mu nie zrobiłam - pomyślałam.
- Ty już dobrze wiesz kim jestem a bać to ty się dopiero zaczniesz złotko. - ostrzegł przykładając mi nóż do gardła. - Gdzie jest Gemma, może mi powiesz hmm? - zadał pytanie.
- Nie wiem, no wyszła gdzieś, skąd mam wiedzieć gdzie? Jest dorosła, więc sama sobie moze chodzić gdzie chce, ja jej pilnować nie będę! - odpowiedziałam drżącym głosem.
Kłamiesz! - przejżał mnie. - Albo mi powiesz, albo inaczej pogadamy. - zagroził.
Miałam twarz zwróconą do okna, więc zauwazyłam, że ktoś idzie ulicą. Pomyślałam, że to może być jedyna okazja. bym mogła się go pozbyć. Bardzo szybko uderzyłam go chwytem w głowę, w celu obezwładnienia. Nauczyłam się go na kursie samoobrony. Jeszcze szybciej otworzyłam okno i zaczęłam się drzeć.
- Pomocy! Pomocy! Pomóż mi błagam cię kimkolwiek jesteś! - wrzeszczałam spanikowana.
Z postury dało się zauważyć, iż był to jakiś chłopak, mniej więcej w moim wieku. Pewnie wracał z jakieś imprezy, bo co robiłby o tej porze sam na poboczach miasta? Widziałam, że moje słowa go przejeły, chodź nie był do końca pewny co robić. Podszedł pod mój dom.
- Co się dzieje? - zapytał zdezorientowany i również nieco przestraszony.
- Nie pytaj, nie teraz. Nie ma czasu na wyjaśnienia. Po prostu wejdź szybko do domu i pomóż mi! - błagałam.

______________________________________________________________

No i jest prolog. Krótki jak to prolog. Napiszcie mi w komentarzach czy mam pisać dalej... zainteresowało was?. Jak się spodoba to oczywiście wygląd będzie bardziej wyjściowy, bo póki co to coś jakiś taki nie ten tegp. Pozdrawiam! : )